Życie w korporacji nie jest od A do Z. Czasami bywa od Z do A. Albo na odwrót.
Kategorie: Wszystkie | inne | ogólnie korpo
RSS
wtorek, 10 maja 2011
Refleksja

Wczoraj było zebranie z DyrGen. Cel- przekazanie informacji nt bieżącej sytuacji korpo. Bo "najgorsze są plotki". Przy okazji dowiedzieliśmy się, że banicja jest tak naprawdę dla naszego dobra- produkcja ciągle gdzieś dzwoni, biega a my... potrzebujemy ciszy i spokoju.

Słodkie.

Generalnie jednak padam ze zmęczenia, więc chyba nie do końca doceniam takową troskę.

czwartek, 05 maja 2011
Piąte koło u wozu

Jak powszechnie wiadomo,mój działgeneruje koszty, nie dostarcza przychodów. A jeszcze się czepiamy i jakieś "dowodówki" chcemy. Koszmar. Sama się sobie dziwię, jak ze sobą wytrzymuję. POdobnie myślą korpowodzowie. Dziś DyrGen oświadczył nam na walnym zebraniu, że mój dział schodzi do podziemia- tj ludkom z korposiostry potrzeba jest więcej przestrzeni, więc mamy się zamienic biurami. Super, kto by chciał miec okno w pokoju i nie uprawiac skoków przez piętrzące się stosy segregatorów (podziemie jest mniejsze a my mamy naprawdę duuuużo segregatorów). Ale cóż, jak powiedział A- jak płącą, to mogę pracowac nawet w kiblu.

Szkoda tylko, że traktuje się nas jak zło konieczne.

poniedziałek, 02 maja 2011
urlop

W mojej korpo jest taki pomysłowy formularz urlopowy- musi (przynajmniej w teorii) podpisac Ci się- poza najwyższymi- jeleń, który będzie Cię zastępował. Tyle teorii. Co poniektórzy uważają, że zastępowanie upoważnia do grzebania w banetkach, biurku i segregatorach. I nie daj Bóg jak znajdą jakąś pomyłkę- zaraz się uprzejmie- żeby nie było żadnych, nieuzasadnionych przecież, podejrzeń o złośliwośc -to tylko z miłości do korpo- zdziwią na całe biuro. Ale zaksięgowac choc 1 (słownie: jeden) wyciąg bankowy lub podstemplowac dekretówką i "akceptowaczką" dokumentów to już wysiłek na miarę Syzyfa.

W środę dzięki mojej "zastępującej" czeka mnie miłe tete-a tete z moją "przyjaciółką" (szefową).

 

 

piątek, 22 kwietnia 2011
Happy Easter

NAdchodzące święta cieszą mnie przede wszystkim z jednego powodu- biorąc 4 dni urlopu mam 9 dni odpoczynku od całęgo tego wariatkowa, jakim bez wątpienia jest moja korpo. I co tu się dziwic, że jest na granicy bankructwa? Najważniejsze jest śniadanko, impreza, przegląd wpisów na FB.....

dobra, po co się nakręcac....

Wesołych Świąt Wielkiej Nocy

czwartek, 14 kwietnia 2011
nuuuuda

Ten tydzień generalnie oceniałam ok-szefowa zajęta swoimi sprawami była jakby milsza, pozostali w większości na zwolnieniu, więc za bardzo mnie nie męczyli, a A. notorycznie kłóciła się z Szefową, co skutkowało tym, że Ta ostatnia była milsza dla mnie. Tylko bez złudzeń- nie jestem aż tak głupia żeby traktowac to jako oczywistośc. Doświadczenie uczy, by dalej robic swoje bez zbytniego spoufalania.

Dziś z rana, w dobrym humorze, jakojedna z pierwszych wkraczam do offfice i cóż znajduję na biurku? Opatrzony licznymiwy krzyknikami, pod kreśleniami wydruk z naszego super systemu. 2 dokumenty mają status "zatwierdzony" a nie "zaksięgowany". A. grzebiąc z nudów wyszukała wszystkie "błędy" jakie tylko mogła, w moich spółkach. SUper- zwłaszcza, że nie omieszkała poleciec z tym do szefowej- cześc i chwała Jej czujności. Szkoda tylko, że zanim wszczęła larum nie zapytała jednak mnie. Dokumenty są niezaksięgowane celowo, bo są błędne, a żę informatycy z macierzy działają tak, jak działąją, to nadal sobie wiszą.

Morał z tej powiastki w tym sposobie: gdy dwóch się kłóci tam niezawsze trzeci korzysta

 

 

poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Z poniedziałku

Wbrew obiegowej opinii, moim zdaniem, poniedziałki nie są najgorsze- najgorzej jest w środę.

W poniedziałek przeżywamy jeszcze weekendowe szaleństwa, dzielimy się w kuchni (przy obowiązkowym śniadanku) wrażeniami w rodzaju: wyczaiłam super kieckę, i On zapytał po co mi 4 para butów w tym samym kolorze... Byc może właśnie dlatego nasz ukochany DyrGen wybrał sobie właśnie ten dzień na co tygodniowe spotkania. Sprowadza się to do tego, że krąży po biurze z tajemniczym uśmieszkiem na ustach, wzbudzając powszechny niepokój.

piątek, 08 kwietnia 2011
Piątek

dziś jest (ok, prawie już "był") piątek. Dzień, na który czeka cała korpo. Od pon do czw. pracujemy po pół godziny dłużej aby w pt wyjśc o 14. De facto kończymy dzień pracy zanim go na dobre zaczniemy- bo wiadomo, nie wypada przyjśc na 8. No i pracowac na pusty żoładek. A jedzenie w pośpiechu prowadzi do wrzodów. Suma sumarum zaczynamy ok.10 - ale już za maks.godzinę snujemy plany weekendowo- imprezowe.

Korpo oczywiście.

czwartek, 07 kwietnia 2011
dowcip

moja korpo, to moja korpo- rządzi się swoimi prawami. Ktoś ostatnio podsumował to następująco: w ... wszystko kręci się wokół jedzenia i imprez. Tych odbytch i tych planowanych. Jako comtable wiem, że każdy miesiąc trzeba zamknąc- i to niezależnie od:choroby swojej lub dziecka, tsunami... Niestety, niektórzy nie mają takiej świadomości i chodzą sobie na zwolnienie z byle - przepraszam za słównictwo- pierdnięcia. Ich prawo, ale moja "przyjaciółka", zwana też moją szefową rozwaliła mnie bardziej niż Miś, Allo, Allo, Małą Brytania... stwierdzając, że w sumie to trudno, najwyżej posiedzimy (tj. my, comtable) po godzinach!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!. no już lecę, normalnie kołdrę do pracy zanisę, żeby nic mnie nie rozpraszało.

 

 

 

Zart miesiąca:/

czwartek, 31 marca 2011
akcja CIT

dziś kończy się marzec, co oznacza, że trzeba złożyc CIT. Moja szefowa z właściwym sobie profesjonalizmem zabrała się do roboty wczoraj. Oczywiście wszyscy- czy tego chcieli, czy nie- zostali poinformowani,że ma do zrobienia baaardzo skomplikowane i wymagające niesamowitego intelektu zadanie. No cóż- jakieś półtora tygodnia temu A. i ja ślęczałyśmy nad segregatorami i robiłyśmy zestawienie: KUP/ NKUP, rezerwa, zapłacone, niezapłacone w 2010... mrówcza robota, któej nikt niedocenia, ale  przeklepac dane do "kopytka"- bezcenne. A ile gadania przy tym. uff, udało się- zrobiła. Alleluja- cześc i chwała. Do US za 10 min.16 gnałam ja.

Morał- grunt to autopromocja. W tym jestem kiepska.

środa, 30 marca 2011
Impreza 2

Dawno mnie tu nie było, ale i tak krócej niż większości z Was. Sprzedałam mieszkanie (4 tygodnie temu) a dziś przeprowadziłam się (oczywiście z Jego Wysokoscią i Panem T oraz grubym psem) do nowego. Czas od do wypełniony był poszukiwaniami nowego lokum i rozpatrywaniem różnych wariantów.

Ale nie o tym miało być- swego czasu DyrGen wywalił naszą Dyr Sprzed (na marginesie- wiecie, kto jest nowym Dyr Sprzedaży?- podpowiem pracował dla DD a potem dla naszej starej korpo) a ta robi w najbliższy pt imprezę pożegnalną  I super tylko, że ja nie mogę i znowu wyjdę na buraka i snoba, ale jak bum cyk cyk  nie mogę.

sobota, 26 lutego 2011
Impreza

Wczoraj oficjalnie żegnaliśmy D. W naszym starym korporacyjnym stylu. Poszło sporo butelek- dokładnie ile nie wiem, bo swoim zwyczajem wyszłam zanim zrobiło się ciekawie. Tematem większości rozmów (żali, spekulacji itp.) była sytuacja w korpo i dawne dobre (wspólne) czasy.

Fajnie było.

czwartek, 24 lutego 2011
Optymizm

W korpo powiało optymizmem- wiadomo- przedwiośnie tuż, tuż,człowiek od razu dostrzega pod śniegiem zieleniącą się trawę. Czas na porządki- w ramach czystek  wywalono główno dowodzącego w macierzy naszą spółką- siostrą (oficjalnie to zaplanowana reorganizacja). Pewnie zapomniał założyc różowe okulary.W każdym razie, wiadomośc odrazu podniosłą morale i każdy z optymizmem wziął się do roboty.

Nie ma to jak good news na "dzień dobry".

wtorek, 22 lutego 2011
Ludzie i ludziska

MOja szefowa dała ciała i to maksymalnie- spółka siostra omal nie straciła baaaardzo intratnego kontraktu, bo Jej pomyliły się.... daty. DyrGen w kilku słowach zaprezentował Jej swój punkt widzenia. Spanikowana dziś od rana (bez zwyczajowego śniadania!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) próbowała naprawic to, co byc może zawaliła. Prawdopodobnie Jej się uda- wszystko zależy od refleksu konkurentów i uczciwości organizatora przetargu. Ale jest coś, co sprawiło, że otworzył mi się nóż w kieszeni- R. nakazał (sic!) nam dziś rano byc miłym dla mojej szefowej bo jest ZDENERWOWANA. Super, szkoda, że nikt nie jest dla mnie miły, jak szefowa ochrzania mnie za spację po zł. Wiadomo- są ludzie (szefowa) i ludziska (moi).

poniedziałek, 21 lutego 2011
Propaganda sukcesu

W mojej zagramanicznej (proszę nie poprawiac- błąd celowy) korpo wszystko jest na opak- kogoś zwalniają (ostatnio naszą dyrektor sprzedaży), bo DyrGen ne był w stanie dlużej z Nią współpracowac a dziś okazuje się, że czeka na Nią jakaś super intratna posada w macierzy- tylko (włącznie z Nią) nie wie jaka i w ogóle o co chodzi.

Ledwo wiążemy koniec z końcem- kredyt kredytem pogania, pożyczki z macierzy urosły do takich rozmiarów, że piramida Murdocha wysiada, ale DyrGen kreśli świetlaną przyszłośc. Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, będziemy leaderem rynku...

Moja szefowa czepia się byle przecinka i spacji- lub jej braku- ale żeby sprawdzic dokładnie datę przetargu i zapisy na polisie to już niełaska.

A ja jestem komptablem a robię często za recepcjonistkę.

S.... oczywiście

niedziela, 20 lutego 2011
Niedziela

dzisiaj jest niedziela- ostatni dzień weekendu i nieróbstwa (co najlepiej wyraża język rosyjski).

Ale ja nie potrafię się cieszyc tym, że jeszcze kilkanaście godzin będę razem z Jego Wysokością, Panem T i grubym psem, i że mogę byc sobą- czyli spontaniczną, zakręconą osóbką. NIe- ja w myślach jestem już w pracy, któej całym sercem nienawidzę. Roboty mam tyle, że mogłabym siedziec w biurze przez 24 h a i tak się nie wyrobię:(. Na nic zdają się mądrości z czasu studiów na pedagogice- smutek i niechęc są silniejsze.

Niestety, pewne sprawy powodują, że muszę właśnie tu, a nie gdzie indziej, pracowac jeszcze przez pewien czas. Może zatem powinnam zaczynac weekend w czwartek ,by przynajmniej ilośc dni się zgadzała?

środa, 16 lutego 2011
Kontakt

Napisał do mnie Żaba- chciał info o jednym kliencie- kiedy, za ile, co. Szybko i konkretnie. Bez zbędnych makaronizmów i grzeczności. Też Cię lubię.

niedziela, 13 lutego 2011
Zagwostka

W mojej korpo jest gorzej niż źle- co miesiąc kombinujemy z czego zapłacic pensje i inne takie oraz- w zależności od banku- płaszczymy się przed nimi z błagalnym wyrazem twarzy i prośbą o (kolejne) wydłużenie terminu spłaty kredytu (tak na marginesie Żaba nie licz na to, że zapłącimy Twoją fakturę, sorry).... Stan osobowy zmniejsza się niemal co miesiąc, ale jest grupa wytrwalców, którzy zaciskają zęby i trwają na posterunku. W tym ja- choc coraz częściej mam ochotę wziąc któyś z moich rozlicznych klaserów i rzucic go na biurko mojej "ukochanej" szefowej, która koncentruje się obecnie na 2 sprawach: uprzykrzaniu mi życia oraz na uwodzeniu DyrGen (w osobie dawnego szefa Ani Mo i ANi Go)- dodam, że jest z natury tak milusia, że poprzedni mąż kopnął Ją i nie chce miec z NIą nic wspólnego. No ale czego się nie robi dla nowego (potencjalnego na razie) kasiastego faceta- jest tak maksymalnie zadbana i zrobiona, że brakuje Jej tylko fontanny na głowie.

Pytanie brzmi- co nas tu trzyma? Ja wiem, czego chcę i natura planu jest taka, że zmiana pracy raczej nie wchodzi w grę, ale pozostali?

Co może trzymac w tak kretyńsko zarządzanej firmie, w której nie odbiera się telefonów,olewa klientów a dzień zaczyna od prawie godzinnego śniadania, które jest preludium do oddalonego o 3 godziny jeszcze dłuższego lunchu- dotyczy to szefostwa- młodych- średnia wieku 30 lat- wykształconych ludzi?

Może ktoś mi podpowie, bo ja nie mam zielonego pojęcia :?

sobota, 25 grudnia 2010
Feliz Navidad

Kolejne Swięta BN (prawie) za nami. Ciekawe ile, spośród korposzczuró tu zajrzało? Nieważne. W sumie to nawet optymistyczne, że każdy z nas skupił się naczymś innym niż życie korpo -chyba, że tak zatarcił się w korporealiach, że nie ma czasu na odrobinę dystansu....néanmoins je vous suhaite (tak, wiem, że ze znacznym opóźnieniem:P ) odpoczynku, spokoju, zdrowia i spełnienia wszystkich marzeń.

 

WESOŁYCH ŚWIĄT

P.S. Kusiło mnie by- w ramach eksperymentu zrobic ctrl c ctrl v wpisu sprzed 2 lat, ale po co?

poniedziałek, 06 grudnia 2010
duch świąt - uwaga straszy!

Znam taką żmiję. Jad sączy od początku naszej znajomości. Rozlewa na prawo i lewo kwas solny, zaraża innych swoim wiecznie złym humorem. Klnie na potęgę. Wot, taka to miła z niej kobietka.

Dzisiaj zaś przeszła samą siebie. Zbliżają się święta, więc w firmie jest niezwykle podniosły nastrój. Ludzie są bardziej życzliwi, częściej się uśmiechają, są skorzy do dzielenia się i dawania. W związku z tym w firmie powstały dwa pomysły; pierwszy - pomagamy ubogim dzieciom, drugi: pomagamy zwierzakom w schronisku. Szczytny cel, w obydwie akcje się zaangażowałam (nie byłabym sobą, gdybym nie zareagowała na nieszczęście innych - tym bardziej właśnie przed świętami).

Żmija zaś na wieść o akcji "zwierzaki" powiedziała: k.u.r.w.a., znowu jakaś akcja schronisko. Najpierw te bachory, a teraz nam spamują skrzynkę jakimś chłamem.

Doprawdy, nie ma to jak Duch Bożego Narodzenia.

piątek, 12 listopada 2010
Długi listopadowy weekend

Mam wolne- 4 dni (co prawda 12/11 ledwo, ledwo, ale jest), któe spędzam w domowych pieleszach z Jego Wysokością i Panem T. Morał? raczej nie odpocznę, a na pewno nie moje uszy i język (uroki macierzyństwa). Z resztą pogoda jaka jest, każdy widzi, więc nie ma się co dziwic, że nikomu nie chce się nic (potrójne zaprzeczenie= negacja czyli ok:D).

poniedziałek, 23 sierpnia 2010
facebook

w końcu się przełamałam.Założyłamkonto na facebook i zlikwidowałąm na nk. Czemu? Bo tak- nie wszyscy znajomi mi odpowiadali/ ja im odpowiadałam. A poza tym, jestem za rozdzielnością pracy od prive life. Bo tak!!!!!

poniedziałek, 16 sierpnia 2010
tytułu brak

Bo tak.

U mnie dupa za dupą.

Torebka przepadła.

Nie-koleżanka zza ściany robi mi koło głowy i kopie dołki... na razie w nie nie wpadam, ale kto wie, co będzie. Ona straszna czarownica jest. Ale ja się nie boję. Bo jestem straszniejsza, tylko ona o tym nie wie. Inna koleżana zaś nic nie chce mi mówić, z obawy, że wpadnę w histerię. To ci dopiero... a myślałam, że nigdzie nie jest gorzej niż w ostatniej pracy. Co za myśl.

Chyba szukam nowej pracy, bo tutaj kogoś za niedługo zamorduję.

piątek, 13 sierpnia 2010
koniec

wszystko, co dobre, szybko się kończy. W poniedziałek wraca z urlopu moja szefowa. A było tak pięknie:(

czwartek, 12 sierpnia 2010
Zastępstwo

Szefowa i koleżanka JJ udały się, już poraz kolejny, na wspólny wypoczynek poza granicami. Obydwie łączy przede wszystkim to, że rozstały się z małżonkami. Jak powszechnie wiadomo, wspólny wróg- ufoludki z planety Eks- jednoczy. O ich urlopie huczało już od dawna. WW i ja zgóry cieszyłyśmy się na LABĘ. A tu- przynajmniej jak dla mnie- niespodzianka- zastępuję Szefową. Ego skoczyło mi od razu o 50 cm w górę tylko cichutki głosrozsądku podpowiadał z tyłu głowy" oszira,ty przecieżnic nie wiesz". i jak nazawołanie zaczęly się schody a ściślej - problemy z bankiem. Zeby móc cokolwiek zrobic najpierw musiałam dokłądnie przeczytac i przeanalizowac tonę papierów. Awystarczyło tylko powiedziec "Oszira, wystąpiliśmy do banku X o zgodę na.... któą mają przesłac do Banku Y. W tym celu...."

POruszam się zatem jak dziecko we mgle. Szkoda tylko,że nikt mi nie płaci zawywarzanie otwartych drxwi:(

czwartek, 29 lipca 2010
?

zastanawiałam się , o czym mam napisać i wyszło mi, że w moje korpo nic ciekawego się nie dzieje. No bo nieporozumienia między mną a moją szefową to temat stary i zgrany jak babcina pozytywka (Szefowa: ile mamy VATu z porzedniej transzy kredytu i bieżącej?

Ja- rzucam kwotę.

Sz.: Na pewno?

Ja: tak, sprawdziłam w budżecie.

Sz.: dobra, rób dyspozycję- weź od dziewczyn. ( i tu nastąpił gest w nieokreślnym bliżej kierunku).

Ok, idę. Pytam po biurze wszystkie osobniczki płci pięknej- nikt nic nie wie. Co mi tam, dam radę- w końcu ma się to IQ;). Coś tam skleciłam- jest ok, już prawie podpisane przez korpowodzów gdy szefowa pyta: Ale to tak mało VAT przez 2 lata?

Ja: jakie 2 lata? miały być ostatnie transze kredytu?...

ciąg dalszy to wzajemne przepychanki (na szczęście w formie mocno ostatnio złagodzonej) i przygotowywanie dokumentu od początku.  Suma sumarum mogę zaliczyć na swoje konto kolejny korporacyjny sukces.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8